Sonar.wyborcza.pl - od MVP do Google Trends z użyciem Design Sprint

Wizja zamiast specyfikacji

Sonar.wyborcza.pl - od MVP do Google Trends z użyciem Design Sprint

Opublikowany

Sonar.wyborcza.pl, serwis nad którym pracowaliśmy razem z Gazetą Wyborczą, wystartował na początku października. Jest jednym z efektów trwającego ponad rok projektu “X-raying the politics” wspieranego z funduszu Google Digital News Initative.

Projekt powstał z chęci przybliżenia polityki zwykłym ludziom oraz pokazaniu jak polityka wpływa na ich życie. U jego podstaw leżało przekonanie, że narzędzia technologiczne połączone ze świetnym dziennikarstwem mogą sprawić, że sfera publiczna oraz polityka może zmienić się na lepsze. Chcieliśmy też sprawdzić jak współczesne media mogą wykorzystywać otwarte dane dotyczące polityki oraz jak może wyglądać naprawdę nowoczesny portal informacyjny.

Kto, czyli partnerzy i fundator

Finansowanie dla projektu zdobyliśmy w Digital News Initiative – funduszu, za pomocą którego Google stara się wspierać rozwój technologiczny mediów w całej Europie. Obie firmy – Gazeta Wyborcza oraz Laboratorium EE – pracowały nad tym projektem jako partnerzy od samego początku, od wspólnego przygotowania wniosku przez Bartka Stodulskiego (współtwórcę i CEO Laboratorium EE) oraz Vadima Makarenko (szefa serwisu BIQData). Również potem obie strony pracowały bardzo blisko – Laboratorium EE zajmowało się nie tylko projektowaniem i kodowaniem, ale pomagało także w przygotowaniu strategii Sonaru oraz doradzało w kwestiach biznesowych.

Z drugiej strony, w zespole pracowali „oddelegowani” programiści Agory, a redakcja Sonaru była mocno zaangażowana w proces projektowania. W praktyce na kilka miesięcy pracownicy obu firm stworzyli jeden zespół, zajmujący wspólne biuro oraz pracujący razem na co dzień. Laboratorium EE wniosło do niego także techniki pracy i zarządzania nieznane w redakcji (choć programistom Gazety Wyborczej nieobce).
Fot. Aleksandra StańczukFot. Helena CieleckaFot. Helena CieleckaFot. Helena Cielecka

Laboratorium EE na Czerskiej, fot. Aleksandra Stańczuk, Helena Cielecka

Jak, czyli zwinnie

Praca w projekcie była zorganizowana w metodyce zwinnej. Korzystaliśmy z najważniejszych jej elementów: tygodniowych sprintów, review oraz planowania sprintu, stałości zakresu sprintu, Scrum Mastera itd. Dla pracujących z nami dziennikarzy – których również wciągaliśmy w rytm pracy w sprincie – był to inny sposób pracy niż ten, do którego byli przyzwyczajeni. Ostatecznie spodobało im się jednak rozbicie projektu na niewielkie, skończone odcinki, szybkie prototypowanie i równie szybkie wdrażanie zmian w serwisie.

Zwinność w projekcie to nie tylko tygodniowe sprinty, ale także filozofia tworzenia produktu. Przystąpiliśmy do jego budowy mając wizję, benchmarki i pomysły, ale tworzyliśmy coś nowego, oryginalnego. Nie mieliśmy gotowej specyfikacji, ale cele i ramy, w których musieliśmy się poruszać. Dlatego pierwsza beta serwisu wystartowała pod koniec kwietnia, miesiące wcześniej, niż zakładaliśmy we wniosku do Google. Ta beta była bardzo niedoskonała – oparta na „zastępczej” grafice, dostępna tylko na komórki oraz tylko dla użytkowników mających konto w serwisie wyborcza.pl. Ale pozwoliła nam sprawdzić w praktyce założenia, przetestować mechanizmy IT, zobaczyć co działa, a co nie działa. Po uruchomieniu wersji MVP mogliśmy zacząć pracować nad kolejnymi funkcjonalnościami.

Przyrost funkcjonalności w czasie, czyli zwinne tworzenie produktu

W praktyce, czyli tożsamość polityczna

Jedną z nich była „tożsamość polityczna”, nad którą poważne prace zaczęliśmy na przełomie czerwca i lipca. Chcieliśmy, aby serwis był ciekawy nie tylko ze względu na artykuły - chcieliśmy też, by był dopasowany do potrzeb czytelników. Na Sonarze (wówczas mającym już nazwę, grafikę oraz dostępnym z komputerów, a nie tylko z komórek) można już było obserwować polityków oraz tematy – mogliśmy więc personalizować treści.

Cały czas wracał jednak temat tożsamości politycznej – permanentnego „latarnika wyborczego”, który będzie nam podpowiadał do jakiej partii jest nam blisko, ale nie przed wyborami, tylko na bieżąco. Chcieliśmy ludzi angażować w politykę na co dzień, a nie raz na kilka lat.

Zaprojektowanie tego rozwiązania okazało się trudniejsze niż sądziliśmy, mieszały się argumenty techniczne (jak określać taką tożsamość? jak ją wyliczać?), UX-owe (jak zadać użytkownikowi dziesiątki szczegółowych pytań, by go nie zanudzić?) i redakcyjne (jak układać te pytania? Czego mają dotyczyć? Jak określić, że komuś bliżej do partii? A może lepiej do lewicy albo prawicy?).

W 3 dni, czyli Google Design Sprint

Rozwiązanie przyniósł Google Design Sprint. Taki kilkudniowy, intensywny warsztat projektowy wykorzystaliśmy już na samym początku projektu, przygotowując pierwsze makiety serwisu (te, które potem stały się podstawą bety Sonaru i jego dzisiejszej, pełnej wersji).

Tym razem pracowaliśmy nieco krócej – przez 3 dni, ale mieliśmy już zgrany zespół (pracowaliśmy ze sobą kilku miesięcy), którego spora część uczestniczyła w tym pierwszym GDS. Warsztat był też skoncentrowany na wypracowaniu rozwiązań dotyczących konkretnej funkcjonalności, co zawsze dobrze wpływa na efekty.
Fot. Marcin JankowskiFot. Marcin JankowskiFot. Marcin JankowskiFot. Marcin JankowskiFot. Marcin Jankowski

Google Design Sprint pomógł nam rozwiązać wiele wątpliwości, fot. Marcin Jankowski

Na początku warsztatu, w dyskusji z „ownerami”, doprecyzowaliśmy zakres tego, co mamy przygotować a potem zaczęły się kolejne etapy projektowania. Na początek szalona ósemka – błyskawiczne rysowanie pierwszych pomysłów, a potem wybieranie najlepszych elementów i ich dopracowywanie. W ciągu dwóch dni doszliśmy do storyboardów aplikacji, a potem do interaktywnych makiet, które trzeciego dnia mogliśmy już testować z użytkownikami.

Jak zwykle było to dość intensywne kilka dni – przeszliśmy od chaotycznych pomysłów oraz od „chceń” do konkretu, czegoś co można było pokazać użytkownikom i zebrać ich feedback.
Testowanie makiet daje możliwość zebrania feedbacku i nie pozwala się rozpraszać - na koniec sprintu musi być gotowa makieta do pokazania, fot. Hubert BorowskiTestowanie makiet daje możliwość zebrania feedbacku i nie pozwala się rozpraszać - na koniec sprintu musi być gotowa makieta do pokazania, fot. Helena CieleckaTestowanie makiet daje możliwość zebrania feedbacku i nie pozwala się rozpraszać - na koniec sprintu musi być gotowa makieta do pokazania, fot. Helena Cielecka

Testowanie makiet daje możliwość zebrania feedbacku i nie pozwala się rozpraszać - na koniec sprintu musi być gotowa makieta do pokazania, fot. Hubert Borowski, Helena Cielecka

W spotkaniu, tak jak w całym projekcie brali udział programiści i projektanci z Laboratorium EE oraz redaktorzy z Sonaru i testerzy - potencjalni użytkownicy serwisu. Ich pomysły i szkice stały się podstawą pewnych rozwiązań, które najpierw trafiły do prototypu, a teraz wdrożone są w serwisie.

To charakterystyczne dla Google Design Sprint – jego uczestnicy mają konkretne role w warsztacie, ale też każdy może dodać pomysł, rozwiązanie, które trafi do prototypu. Uczestnicy wnoszą nie tylko swoje kompetencje, ale też kreatywność oraz zróżnicowane wrażliwości.

Po GDS, czyli to jeszcze nie koniec

Po Google Design Sprint mieliśmy więc makiety, które spełniały wizję „permanentnego latarnika”, były atrakcyjne dla użytkowników, a tożsamość polityczna była możliwa do wyliczenia oraz „poprawna” z punktu widzenia dziennikarzy.

Mieliśmy też szereg uwag użytkowników oraz … mnóstwo pracy przed sobą. Po tym jak wdrożyliśmy efekty GDS, przyszedł czas na poprawki i rozwój, trwające przez kolejne tygodnie (czy raczej kolejne sprinty). To charakterystyczne w zwinnym projekcie – szybkie wdrożenie oraz proces udoskonalenia oraz dopracowywania działających mechanizmów.Podstawowe pomysły ze sprintu są jednak nadal obecne w serwisie: dodaliśmy do niego proste sondy z odpowiedziami tak/nie. Sondy są rozrzucone po serwisie (na stronie głównej oraz pod artykułami) i nawiązują do bieżących wydarzeń. Dziennikarze do każdej sondy definiują stanowiska partii, dzięki czemu możemy policzyć w ilu sondach użytkownik zgadza się z każdą z nich. Analiza tych danych pozwala określić, jak zmieniają się poglądy użytkownika w czasie

Design Sprint często rozpoczyna projekt. GDS dotyczący tożsamości politycznej był nieco inny. Mieliśmy już sporo wiedzy i pomysłów - czasem za dużo. Dzięki kilku dniom spędzonym na wspólnej pracy mogliśmy podjąć dziesiątki mniejszych i większych decyzji projektowych, zredukować je i zmienić w projekty. Połączenie w jeden intensywny proces badania potrzeb i wypracowania rozwiązań oraz testowania to chyba najważniejsza zaleta GDSów w porównaniu do klasycznych badań czy warsztatów. W dobrze prowadzonym i przygotowanym GDSie przechodzi się od pustej kartki i kilku pomysłów do działającego prototypu niemal bez wysiłku.

Od pierwszych szkiców do efektu, po wielu, wielu iteracjach

Jak wypracowane rozwiązania wyglądają w praktyce? Sprawdź na http://sonar.wyborcza.pl
gds_baner.jpg
Więcej o zarządzaniu, projektowaniu i technologiach kryjących się za Sonarem przeczytasz na naszej stronie internetowej.

Hubert Borowski - Strategy Manager w Laboratorium EE, badacz i konsultant z doświadczeniem wyniesionym z uczelni wyższych, organizacji pozarządowych oraz biznesu.

Udostępnij

Powiązane artykuły
Flaszki EE - sonar.wyborcza.pl / 06.10.2017

temu

Jak pracowaliśmy nad sonar.wyborcza.pl, czyli 13 miesięcy w 10 minut i opowieść o... wielowymiarowym kocyku.
Projektowanie sprintem

temu

O współpracy z Urzędem Zamówień Publicznych i projektowaniu usług z wykorzystaniem Google Design Sprint opowiada Piotr Kowalski - Project Manager w Laboratorium EE.
Design sprint - od pomysłu do realizacji w kilka dni

temu

Tempo dzisiejszego życia i rozwoju technologicznego oraz oddech konkurencji na plecach sprawiają, że firmom coraz trudniej jest być o krok przed innymi. Czy w takim otoczeniu biznesowym możliwe jest być innowacyjnym i tworzyć produkty lub usługi zmieniające świat? Czy możliwe jest realne testowanie swojego pomysłu na użytkownikach w zaledwie kilka dni od jego narodzin? Filozofia design sprint pozwala odpowiedzieć twierdząco na każde z tych pytań.
Dwadzieścia lat to epoka

temu

Właściciele stron internetowych, które opierają się na długich, złożonych tekstach nie zawsze dbają o to, jak ich serwis wygląda. W teorii wygląd nie ma znaczenia – ich atutem ma być sama zawartość merytoryczna, a nie forma, w jakiej jest podana. – Uporządkowanie treści i przedstawienie jej w przejrzysty, skategoryzowany sposób sprawia, że dużo więcej osób będzie chciało ją przeczytać. Łatwy dostęp do informacji ma bardzo duże znaczenie dla potencjalnego użytkownika – mówi Piotr Kowalski, Project Manager w Laboratorium EE.

Design sprint - od pomysłu do realizacji w kilka dni

Tempo dzisiejszego życia i rozwoju technologicznego oraz oddech konkurencji na plecach sprawiają, że firmom coraz trudniej jest być o krok przed innymi. Czy w takim otoczeniu biznesowym możliwe jest być innowacyjnym i tworzyć produkty lub usługi zmieniające świat? Czy możliwe jest realne testowanie swojego pomysłu na użytkownikach w zaledwie kilka dni od jego narodzin? Filozofia design sprint pozwala odpowiedzieć twierdząco na każde z tych pytań.